• Wpisów:9
  • Średnio co: 196 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:56
  • Licznik odwiedzin:2 967 / 1962 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*Streszczenie*
W poprzednich częściach Stella i Jessica, nasze bohaterki, bliźniaczki, które pracują jako kelnerki w zwyczajnej knajpce poznają Bruna. Obie pałają do niego sympatią, więc zawierają pakt, iż żadna się z nim nie umówi, lecz Jess prawie od razu łamie dane siostrze słowo. Po krótkiej kłótni orientują się, że wybranek nie wie o istnieniu ich obu i postanawiają to wykorzystać. A mianowicie zaczynają umawiać się z nim na zmianę jako Jasmine Veloso. Chłopak nie orientuje się, że został wciągnięty w dość dziwną grę.
W międzyczasie do historii dołącza się niesforny pies rasy husky o imieniu Demon, który na każdy możliwy sposób uprzykrzy bliźniaczkom życie.
Sytuacja nieco się komplikuje, gdy w klubie, gdzie znajdowały się obie siostry pojawia się Bruno. Z racji tego, że Bru zauważył najpierw Jessicę, Stella chcąc również spędzić z nim czas wpada na pomysł, że przez resztę wieczoru bliźniaczki będą zamieniać się sukienkami.
Co będzie dalej? Zobaczcie sami.

***

*Odcinek 5*

*Jessie*

Niedziela rano... co ja mówię rano, jest dopiero czwarta nad ranem, ale ten wredny, mały paszczur zaraz wydrapie dziurę w moich drzwiach. Westchnęłam, złapałam za telefon i zadzwoniłam do Stelli, która była w pokoju obok.... nie odebrała, więc zaczęłam krzyczeć.

- Stella ty wredna małpo, której tak bardzo zazdroszczę twardego snu, podnieś swoją grubą dupę i wyprowadź na spacer ten chodzący pęcherz. - Krzyknęłam na tyle głośno, na ile pozwalał mi fakt, że spałam tylko dwie godziny.

Nie było odpowiedzi. Zrezygnowana wstałam i z różowym kapciem-króliczkiem wkroczyłam zaspana do pokoju siostry. Stella była całkowicie owinięta kołdrą, a w uszach miała zatyczki. Samolubna (wymieńcie jakiekolwiek przekleństwa wyjdzie na to samo). Odkryłam ją, zamachnęłam się i zaczęłam okładać ją pluszową bronią po głowie. Obudziła się z krzykiem.

- Mamo, nie wiedziałam, że to mydło! - Wrzasnęła nieprzytomnie Stell zrywając się z łóżka.

Bliźniaczka wyciągnęła zatyczki z uszu i spojrzała na mnie tak, jakby samym wzrokiem chciała mi wypalić dziurę w jelicie.

- Czy ciebie coś piecze?! Wiesz, która jest godzina?! - Warknęła z wyrzutem w głosie.

- Tak, wiem, ale Demon domaga się spaceru, a on najwyraźniej ma w dupie, która jest godzina. - Odpowiedziałam z "nutą" irytacji dosłyszalną w głosie. - Ciesz się, że nauczył się piszczeć pod drzwiami, bo już by ci dwa razy nalał do butów.

- Dobra, dobra idę. - Westchnęła cicho.

Stella specjalnie gramoliła się, mając nadzieję, że jej odpuszczę i pozwolę zostać. Po moim zimnym trupie. Zakładała właśnie bluzę, gdy wszedł Demon i zaczął się wypinać. Ten pies właśnie chciał się wypróżnić perfidnie na nas patrząc. Obie krzyknęłyśmy w panice, złapałam psa i wybiegłyśmy z domu. Nie wzięłyśmy smyczy ani obroży, bo jesteśmy kompletnymi idiotkami. Ale kto by przypuszczał, że Demon skorzysta z okazji i weźmie nogi za pas... no tak, każdy kto spędził z nim więcej niż pięć minut.

*Stella*

Moje głośne przekleństwo usłyszało z pewnością nawet sąsiednie miasto. Rzuciłyśmy się w pościg, w kapciach-zwierzaczkach i zwiewnych piżamach. Zawsze o tym marzyłam, żeby o czwartej nad ranem, biegać po okolicy, nieubrana, goniąc psa, który najwyraźniej ma mnie głęboko gdzieś. Straciłyśmy go z oczu, kiedy przebiegł przez drogę, a my nie zdążyłyśmy z powodu nadjeżdżającej ciężarówki. Zrezygnowałyśmy z gonitwy wiedząc, że to nie ma sensu. Tym razem wygrał.

- Dlaczego nie wzięłyśmy chociaż obroży, tylko jak niedorozwoje puściłyśmy zwierzę, które nie bez powodu nazywa się Demon! - Krzyknęłam przeraźliwie.

Niestety zrobiłam to na tyle głośno, że jakaś kobieta otworzyła okno i kazała mi stulić ryj. Świetnie, teraz nawet ludzie w L.A. będą mnie "mile" wspominać. Jess była blada. Spojrzałam na siostrę pytającym wzrokiem.

- Stella, jeśli uważasz, że jesteśmy głupie, bo puściłyśmy psa samopas, to chcę przypomnieć, że zostawiłyśmy drzwi otwarte na oścież. - Powiedziała Jessica masując głowę.

Zaklęłam, tym razem nieco ciszej i pośpiesznym krokiem zmierzałyśmy w stronę domu. W mieszkaniu ubrałyśmy się, bo wiedziałyśmy, że i tak już nie zaśniemy, a nasz piesek sam się nie znajdzie. Kupiłyśmy po kawie, po czym poszłyśmy do parku, do którego zazwyczaj chodzimy na spacery z Demonem, mając nadzieje, że go tam znajdziemy. Nic bardziej mylnego. Szukałyśmy go do południa, ale nie było po nim ani śladu. Ostatecznie zdecydowałyśmy wrócić do domu i wydrukować ogłoszenia o zgubie. Idealny sposób na spędzenie niedzieli...

*Jessie*

Wywieszałyśmy ogłoszenia na drzewach w parku, bo tam na ogół kręciło się najwięcej psiarzy. Naiwnie myślałyśmy, że znajdzie się ktoś dobroduszny kto odda nam naszego psiaka. Co ja mówię, gdyby ktoś go znalazł, dopłaciłby nam byśmy wzięły Demona z powrotem, a na odchodne poklepałby nas ze współczuciem po ramieniu. Nadal nie wiem, dlaczego tak się starałyśmy by go odzyskać, przecież uprzykrzał nam życie na wszelkie możliwe sposoby.
Przypinałam kartkę do drzewa, gdy ujrzałam znajomą postać. Czy on kurwa musiał pojawiać się w najmniej odpowiednim momencie? Pewnie każdy z was zna już odpowiedź. Szturchnęłam Stellę i wskazałam kierunek, z którego szedł Bruno. Nie wiedziałam, co zrobić, a z tego co zrobiłam nie byłam za bardzo dumna. Złapałam za sznurki kaptura i zacisnęłam go na twarzy, tak, że wystawał tylko i wyłącznie nos. Usiadłam na ławce i czekałam aż Stella spławi Bruna.

- O cześć Jasmine, co tutaj robisz? - Usłyszałam jego radosny głos skierowany do mojej siostry i pożałowałam, że moim pierwszym odruchem nie było wepchnięcie Stell w krzaki.

- A nie widać? Pranie rozwieszam, w środku Central Parku, jak każdy normalny mieszkaniec Los Angeles. - Nie widziałam wyrazu jej twarzy, ale sarkastyczny ton głosu bliźniaczki wyrażał wszystko.

- To ty masz psa? - Zapytał po chwili milczenia, pewnie dlatego, że przyjrzał się plakatowi, mogę tylko domniemać, bo przed oczami miałam jebaną ciemność.

- Niestety tak. - Powiedziała Stell lekko rozbawionym głosem.

"Spław go, spław go, spław" powtarzałam w myślach, powoli się dusząc. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że jestem zwrócona w ich kierunku... ciekawe jak dziwnie muszą się czuć, kiedy wiedzą, że obserwuje ich jakiś dziwak z kapturem na ryju. Żałuję, że nie widzę jego miny.

- Może ci pomogę? - Spytał życzliwym tonem Bruno.

- Nie trzeba, zapłaciłam temu dziwakowi w kapturze dychę z góry za pomoc. Nie chcę by pieniądze poszły na marne. - Po słowach Stelli spanikowana pomachałam w ich stronę.

- Eee... w porządku, to nie przeszkadzam, zadzwonię wieczorem. - Pożegnał się i usłyszałam jego oddalające się kroki.

Dopiero jak siostra usiadła obok mnie, ściągnęłam kaptur. Od razu odetchnęłam, świeżym, zimnym powietrzem. Stella patrzyła na mnie rozbawionym wzrokiem.

- Kaptur na twarz? Tylko na to wpadłaś? - Zaśmiała się wytykając mi głupotę.

- Ja przynajmniej nie opłacam dziwaków w kapturach na ryju. - Powiedziałam z pogardą i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

- Grunt, że podziałało. - Rzekła nadal się śmiejąc. - Mam nadzieję, że jednak zadzwoni do dziwaczki zadającej się z jeszcze większymi dziwakami.

Chichocząc wróciłyśmy do rozwieszania ogłoszeń. Kręciłyśmy się po mieście do dwudziestej, a następnie wróciłyśmy nareszcie do domu.

Patrząc na to, że każde nasze spotkanie z Brunem jest coraz dziwniejsze, ja już mu współczuję.
__________________
*Mamy nadzieję, że nasz powrót nie jest jak papier toaletowy. Liczymy na jakieś znaki życia od was ^^*
  • awatar Iwus: ja się w życiu tak nie naśmiałam jeśli przestaniecie pisać to wynajmę demona i naśle na was!! ,,Co miałam powiedzieć, "Stella uważaj, bo zaraz przerzucę cię przez bar"? - Zapytała. '' turlałam się ze śmiechu
  • awatar glovesandhats: Genialne ....<3 Next!!!!
  • awatar Klaud!a: Haha co za szalone bliźniaczki :D Nieładnie tak Bruna wkręcać :P Piszcie dalej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kto wpadł na pomysł, by po roku kontynuować opowiadanie, o którym pewnie już nikt nie pamięta? no jasne, że my ^^
Miałyśmy natchnienie i mamy nadzieję, że choć jakiś czas entuzjazm do pisania będzie się nas trzymał
Wspólne opowiadanie to nie taka prosta rzecz jak myślałyśmy, ale chcemy je nadal pisać. W następnym wpisie zamieścimy streszczenie wszystkich poprzednich odcinków, aby pokrótce przypomnieć wam co się działo, a następnie dodamy kolejny odcinek.
Jeśli jest ktoś, kto ma ochotę to czytać, to niech da znać, byłoby miło
 

 
Jejuuuuuuuuuuu Ale dawno został dodany ostatni odcinek. Masakra!
Ale to przez kompletny brak czasu, przez szkołę, wolne tylko weekendy i wgl ;o
LECZ, to nie oznacza, że mimo tak długiej przerwy, to opowiadanie jest całkowicie zakończone. Jeżeli znajdzie się trochę czasu i pomysłów, to opowiadanie ruszy dalej, choć na 100% pewności nie mamy, ale pożyjemy zobaczymy
Nie wiemy, czy w ogóle ktoś to czyta, czytał, będzie czytać, ale jak nas najdą pomysły to będziemy miały chęć wyrzucenia tego z siebie, a wtedy to już kij czy czyta to jedna osoba, czy dwie, czy pięć
do napisania!
 

 
*Stella*

Na drugi dzień, około godziny osiemnastej, obserwowałam siostrę jak szykuje się na randkę. Na tę pierwszą miała iść ona (w końcu to jej zasługa, umówiła się z nim i wpadła na dosyć nienormalny pomysł). Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że wciąż nie wiedziałyśmy jak ten gość ma na imię. Ale to był ogromny plus, co do naszego planu, bo on też nie znał imienia mojej bliźniaczki. Jessie już stała uszykowana i wyjątkowo zestresowana, czekając na niego. Nigdy nie stresowała się randkami, ale nie dziwiłam jej się, że akurat teraz się denerwowała.

- Ok, więc mam powiedzieć, że jestem Jasmine Veloso? - Dopytywała się. - Tak przy okazji, nie mogłyśmy wymyślić lepszego nazwiska?

- Nie, nie mogłyśmy. Kij z nazwiskiem, ważne, żebyś pamiętała, że masz reagować na to imię. Chyba, że jest chamem i mówi po nazwisku na pierwszej randce.

Jessie nie poprawił humoru ten kiepski żart. Kiedy usłyszała silnik samochodu, a po chwili dźwięk klaksonu, odetchnęła i wyszła z domu. Żałowałam, że nie mogłam tam być i widzieć stresu Jessie, kiedy ją pyta o imię.

*Jessie*

Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę czarnego auta zaparkowanego na naszym podjeździe, ale gdy tylko zobaczyłam jego uśmiech, od razu nabrałam pewności siebie. Wsiadłam do samochodu, a on ruszył.

- Tak w zasadzie to my się sobie nie przedstawiliśmy. - Powiedział po krótkiej chwili jazdy.

- To tylko drobne przeoczenie, każdemu może się zdarzyć. Mów mi Jasmine. - Uśmiechnęłam się skromnie w jego stronę.

- Ja mam na imię Peter, ale wszyscy bez wyjątku mówią mi Bruno.

Tak w zasadzie nie wiedziałam gdzie jedziemy, równie dobrze mógłby mnie wywieść do lasu i zgwałcić (chociaż nie wiem czy na pewno byłby to gwałt). Po pięciu minutach jazdy zajechaliśmy pod piękną, pięciogwiazdkową restaurację. Tu mnie pozytywnie zaskoczył. Wysiadł z auta, otworzył mi drzwi i razem weszliśmy do budynku. Duża sala, a w niej kilka niedużych stolików, przykrytych nieskazitelnie białymi obrusami. Bruno poprowadził mnie do stolika pod oknem, niczym dżentelmen odsunął mi krzesło. Po chwili pojawił się kelner, podał nam karty dań i stojąc przy nas czekał, aż złożymy zamówienia. Jedzenie dostaliśmy wyjątkowo szybko.

- A czym się zajmujesz? - Zapytałam upijając łyk czerwonego wina.

- Niczym szczególnym. - Powiedział obojętnie.

- Tak, jasne, zawsze jak ktoś tak mówi, to okazuje się, że jest, no nie wiem, instruktorem serfingu na Hawajach.

- No dobrze, jestem muzykiem, a ty czym się zajmujesz?

- Jaja sobie robisz prawda? - Spojrzałam na niego podnosząc jedną brew i po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem. - A jakoś dokładniej, grasz na instrumentach, śpiewasz, występujesz? - Zamęcze go pytaniami.

- Gram, śpiewam i obecnie pracuje nad pierwszym albumem, ale już mam parę singli na koncie. - Rzekł takim tonem głosu jakby wypowiadał się o pogodzie. - Ale dość o mnie.

Zadał mi kilkanaście pytań, a ja odpowiadałam zgodnie z prawdą, prócz nazwiska. Siedzieliśmy tam dosyć długo, ciągle wybuchając niekontrolowanym śmiechem. Później odwiózł mnie do domu. Stella już siedziała w salonie, czekając na sprawozdanie z dzisiejszego wieczoru.

*Stella*

Kiedy Jessie tylko weszła do salonu, od razu zaczęłam zadawać jej masę pytań na temat tej randki. Siostra z dumą opowiedziała o wszystkim, od pięciogwiazdkowej restauracji, przez dżentelmeńskie zachowanie, bycie muzykiem, aż po wiadomość, że jutro też się spotykają (tfu, to ja się spotykam). Byłam ciekawa, czy Bruno naprawdę łyknie coś takiego. Mam nadzieję, że się nie zorientuje, bo nawet bliźniaczki mają trochę inne głosy. Na całe szczęście nie mamy zbyt wielu widocznych znaków szczególnych, które nas różnią. Po tym, co powiedziała mi Jess prawie w ogóle nie spałam, nie mogąc doczekać się następnego wieczoru.

O godzinie dwudziestej pierwszej wróciłam już do domu. Z rozmarzonym wzrokiem opowiedziałam Jessice o wszystkim. Cieszyłam się, że w ogóle się nie domyślił, że jestem zupełnie inną osobą. Obyło się bez żadnej wpadki. Moja bliźniaczka miała rację mówiąc, jaki jest Bruno. Ale ma jedną wadę, jest mało spostrzegawczy i dał się nabrać na nasz dziecinny podstęp, poza tym jak na muzyka nie ma zbyt dobrego ucha, skoro nie słyszał różnicy między naszymi głosami, ale spotkał nas tylko po razie, więc można mu to wybaczyć.

Największym zaskoczeniem rano było, kiedy przyjechał do nas facet i przywiózł ze sobą Demona. Sądziłam, że to my mamy go odebrać, przynajmniej tak nam mówiono. Poza tym, powinien być tam jeszcze kilka dni. A najlepsze było, kiedy jego treser jak najszybciej rzucił go w nasze ręce, oddał pieniądze i powiedział, że nawet za miliony dolarów nie weźmie znowu tego psa. Przez chwilę stałyśmy osłupiałe, nie wiedziałyśmy czy mamy się śmiać, czy płakać.

Minął tydzień, odkąd na zmianę spotykamy się z Brunem, a on wciąż nic nie jarzy. To dziecinne, a jednocześnie genialne. Dzisiaj była sobota, lecz akurat Bru nie mógł się spotkać z Jasmine. Więc postanowiłyśmy pójść razem na imprezę do klubu niedaleko. Właśnie szykowałyśmy się do wyjścia.

*Jessie*

Wybrałyśmy się do naszego ulubionego klubu. Usiadłyśmy przy barze i próbując przekrzyczeć muzykę, komentowałyśmy ludzi wokoło, jak to mamy w zwyczaju. Nie to, że jesteśmy plotkary, po prostu zawsze jak popijemy śmiejemy się z wszystkiego dookoła. Po jakiejś godzinie siedzenia, pomiędzy różnymi ludźmi, zobaczyłam osobę, która teraz była niezbyt pożądana. Jedyne co przyszło mi na myśli, to by...

*Stella*

W pewnej chwili Jessie spojrzała na mnie spanikowanym wzrokiem, złapała za ramiona i z impetem przerzuciła przez bar. Przy okazji stłukłam kilka szklanek i kieliszków. Myślałam, że zaraz ją zabiję.

- Pojebało Cię do reszty?! Wiem, że jesteś dziwna, ale aż do takiego stopnia? Co ty zrobiłaś?! - Wydarłam się na siostrę.

- Bruno! Idzie tutaj! - Wycedziła przez zęby spoglądając w tłum.

- Następnym razem ostrzegaj. - Syknęłam.

- Co miałam powiedzieć, "Stella uważaj, bo zaraz przerzucę cię przez bar"? - Zapytała.

- Dobra, nieważne, idę do damskiego kibla, przyjdź tam za piętnaście minut. - Szepnęłam i schowałam się za blatem.

Barman patrzył na nas jak na wariatki, z resztą nie dziwiłam mu się. Chciałam się lekko podnieść, więc złapałam się jednej z półek, przez co zrzuciłam całą jej zawartość. Przeklnęłam głośno i czołgając się za stanowiskiem barmana (który wciąż kalkulował co ja właściwie robię) ruszyłam w stronę toalety.

*Jessie*

Bruno podszedł do mnie z uśmiechem, który ja odwzajemniłam.

- Hej Jasmine, co ty tu robisz? - Zapytał przekrzykując muzykę.

- Hmm... zastanówmy się, siedzę w barze popijając drinki, więc prawidłową odpowiedzią na to pytanie będzie, no wiesz, prasuję spodnie. - Powiedziałam sarkastycznie i oboje wybuchliśmy śmiechem.

- Może zatańczymy? - Zapytał podając mi rękę.

Chwyciłam go za dłoń i poszłam za nim na parkiet. Przez jakieś pół godziny,tańczyliśmy, śmialiśmy się, popijaliśmy drinki, ogólnie świetnie się bawiliśmy. Gdy przechodziliśmy koło łazienek, usłyszałam, że ktoś mnie woła. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież Stella na mnie czeka. Powiedziałam Bru, że muszę iść do toalety i szybko zniknęłam za drzwiami. Siostra zmierzyła mnie morderczym wzrokiem.

- Oj nie patrz tak na mnie, każdy może stracić poczucie czasu. Poza tym, ty przecież wiesz, że ja wiecznie się spóźniam. - Próbowałam się usprawiedliwić, ale wiedziałam, że to i tak na próżno.

- Dobra, teraz ja idę. - Stwierdziła Stell łapiąc za klamkę, ale ja szybko ją powstrzymałam. - Co ty robisz? - Oburzyła się.

- Wiem, że sprawia ci to pewny trud, ale pomyśl dziewczyno, przecież jesteśmy inaczej ubrane. - Oznajmiłam, jakby to było coś zupełnie oczywistego.

- Faktycznie. Do kibla i się przebieramy. - Powiedziała krótko, wpychając mnie do jednej z kabin, a sama weszła do drugiej.

*Stella*

Nigdy w życiu nie przebrałam się tak wiele razy w ciągu dwóch godzin. No chyba, że jak jeżdzę na zakupy. Co jakieś pół godziny musiałyśmy mówić Brunowi, że musimy iść do łazienki (zaczęło być to dziwne, więc wywiązała się mała sprzeczka o tym, że mam mały pęcherz i nie powinien się czepiać). Kiedy wreszcie wróciłyśmy do domu, odetchnęłyśmy z ulgą. To był jeden z najbardziej zakręconych i jednocześnie dziwnych wieczorów w życiu.
__________________________

*Co prawda szkoda, że po pierwszym odcinku liczba komentarzy i nawet "lubię to" drastycznie spadła, ale my cieszymy się, że mamy chociaż kilku czytelników. Mamy zbyt dużą chęć przelania tutaj swoich pomysłów, więc będziemy pisać, choćby dla tej garstki osób. *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Stella*

Po powrocie do domu powitał nas bardzo ucieszony Demon…zbyt ucieszony. To było podejrzane szczęście, był za bardzo szczęśliwy jak na szczęśliwego psa. Usłyszałam krzyk siostry, a zaraz potem różnorodne przekleństwa. Poszłam na górę zobaczyć co się stało. Dywan w korytarzu był… co ja mówię, to już nie był dywan tylko strzępki bordowego materiału. Ale Jessie wcale nie patrzyła na dywan, stała w drzwiach swojego pokoju. Kiedy zajrzałam jej przez ramię, zdziwiłam się równie tak samo jak ona.

- Ten pies praktycznie zeżarł nogę od mojego łóżka! – Krzyknęła zdenerwowana.

- To ja może zajrzę do mojego pokoju, bo mam pewne obawy – przełknęłam głośno ślinę i wolno ruszyłam w stronę swojego pokoju.

Żadnych strzępków, mokrej plamy, oderwanych nóg od fotelu czy łóżka…to było dziwne. Ale nagle dostrzegłam coś na łóżku. Aby się nie wydrzeć i klnąć zacisnęłam mocno zęby i poszłam do Jessie, która spoglądała na mnie nietęgim wzrokiem.

- Demon nasrał mi na łóżko, normalnie idealnie na sam środek łóżka. – Wycedziłam przez zęby.

- Może trzeba wysłać go na jakiś obóz tresury, cokolwiek! – Jessie nie ukrywała wściekłości.

- Przydałoby się, bo dopóki się czegoś nie nauczy, Bóg wie co ta przybłęda jeszcze nam nabroi. Musimy coś znaleźć i to natychmiast.

W Internecie znalazłyśmy coś typu obozu tresury, wystarczyło zapłacić, przywieźć psa i odebrać za dwa tygodnie. Nie było tanio, ale nie miałyśmy wyjścia.

***

Na drugi dzień jak zwykle poszłyśmy do pracy. Demona miałyśmy zawieźć dopiero wieczorem, więc na czas pobytu w pracy zamknęłyśmy go w garażu. Może i nie powinno się tak robić, ale to była konieczność, poza tym miał tam jedzenie i wodę. Tego dnia robota zapowiadała się jak zwykle, oprócz ciągłej myśli, co Demon może nabroić w garażu.

*Jessie*

W robocie przebrałyśmy się w pracownicze uniformy i rozpoczęłyśmy swoją zmianę. Carmen jak zwykle stała za kasą, a ja i Stella zbierałyśmy zamówienia. Gdy moja bliźniaczka poszła do kuchni po zamówienie, w knajpie pojawiła się osoba, na której widok miałam ochotę krzyknąć. Niewysoki, w kapeluszu, tym razem bez okularów. Ignorując innych ludzi czekających na to bym odebrała zamówienie, podeszłam do jego stolika. Próbując udawać, że to klient jak każdy inny, grzecznie zanotowałam życzenie chłopaka. Poszłam do kuchni, nadal nie zwracając uwagi na ludzi, którzy na swoją kolej czekali już co najmniej dziesięć minut. Stella właśnie wychodziła z zamówieniami, a ja wzięłam się za robienie jedzenia dla niego. Po chwili wróciła moja siostra, minęłyśmy się i poszłam zanieść zamówienie (chyba już wiecie komu). Jak podeszłam do jego stolika, on spojrzał na mnie zdziwiony.

- Masz klona, czy po prostu bierzesz dopalacze? Raz zbierasz zamówienia, zaraz potem zanosisz, twój szef musi uważać cię za skarb. – Powiedział z uroczym uśmiechem, a jego głos… Boże.

- Ma się ten talent. – Odpowiedziałam chichocząc, z lekkim rumieńcem.

Nie przeczę, że dokładnie mu się przyjrzałam. Ciemniejsza karnacja, słodki uśmiech, brązowe oczy… uwielbiam brązowe oczy. Stałam obok niego jakieś pięć minut, gdy zdałam sobie sprawę, że to może wydać się dziwne, przecież ja stoję i gapię się jak je. Speszona, cała czerwona na twarzy w pośpiechu odeszłam. W kuchni czekała na mnie Stella z rękoma założonymi na piersiach, mierzyła mnie morderczym spojrzeniem.

- Jessico Manuelo Gonzalez, czemu z nim filtrowałaś? – Zapytała osądzającym tonem głosu.

- Primo mówi się flirtować, bo filtrować możesz kawę, sekundo NIE MÓW DO MNIE PEŁNYM IMIENIEM I ODWAL SIĘ OD MOJEGO DRUGIEGO IMIENIA! – Krzyknęłam w stronę siostry. – Stello Rafaelo Gonzalez, wiesz, że nie lubię jak tak do mnie mówisz. – Uśmiechnęłam się tryumfalnie i pokazałam jej język.

- Dobra nie czepiajmy się drugich imion, uznajmy, że nie istnieją. – Powiedziała szybko. – Uważam, że nie ma co się kłócić o jednego chłopaka. – Uznała po chwili namysłu.

- Masz rację, więc przyrzeknijmy, że żadna z nas nie spróbuje się z nim umówić. – Wyciągnęłam do niej rękę, a moja bliźniaczka od razu ją uścisnęła.

- Zgoda.

*Stella*

Gość siedział tutaj już jakiś czas, widocznie mu się nie spieszyło. Jedyne o czym myślałam, to żeby podejść do niego, zagadać, umówić się. Ale zawarłam umowę z Jessie, więc to nie byłoby fair. Myślałam, że moja siostra sądzi tak samo, ale do czasu, kiedy zobaczyłam, jak perfidnie siedzi z nim przy stoliku i flirtuje. Z pewnością nie zbierała od niego zamówienia. Co za…(w tym miejscu wymieniłabym wiele wyzwisk, ale oszczędzę sobie zachodu). Nie chciałam tam iść i robić awantury, bo wtedy mógłby i mnie uznać za wariatkę (z Jess już rozmawia, więc pewnie już ją uznał). Poczekałam na nią w kuchni, aby była zupełnie nieświadoma, że widziałam to wszystko. Kiedy tylko przyszła przywitałam ją liściem w twarz, tak na dobre rozpoczęcie kłótni.

- Dobra, dobra wiem, należało mi się, ale nie mogłam się powstrzymać, jest taki słodki… - Rzekła próbując się usprawiedliwić.

- Ja też miałam wielką ochotę do niego podejść, ale w przeciwieństwie do Ciebie chciałam być dobrą siostrą, ten jeden raz w życiu. – Przeszyłam ją przenikliwym wzrokiem.

Nie miałam zamiaru robić scen, zrobię jej piekło w domu, aż normalnie nauczę Demona sikać na zawołanie do jej łóżka! Zdenerwowana wyszłam z kuchni trzaskając głośno drzwiami, aż Carmen stojąca przy kasie lekko podskoczyła ze strachu. Stanęłam za ladą i przez chwilę obserwowałam wychodzącego już chłopaka, u którego pewnie już nie miałam szansy. Jednak zanim wyszedł obrócił się w moją stronę, pomachał i krzyknął „To do jutra!”. Już zaczęłam się zastanawiać w której rzece utopić Jessie. Wróciłam się do kuchni, i nie zwracając uwagi, że Jeff jest w pomieszczeniu, zaczęłam wydzierać się na siostrę.

- CZY TY SIĘ Z NIM UMÓWIŁAŚ?! CZY JA JESTEM GŁUCHA? CZY TY NAPRAWDĘ TO KURWA ZROBIŁAŚ?! – Krzyczałam wiedząc, że praktycznie cała knajpka mnie słyszy.

- Dziewczyny, załatwiajcie swoje sprawy ciszej, albo najlepiej nie w pracy – upomniał mnie Jeff.

*Jessie*

Wróciłam do domu wiedząc, że jak Stella ze mną skończy, będą musieli szukać mojego ciała gdzieś w Alabamie. Znam siostrę i jestem pewna, że miło nie będzie. Pierwsze co zrobiła po przekroczeniu progu domu, to wydarła się tak głośno, że z pewnością cała dzielnica ją słyszała.

- Jak ty mogłaś to zrobić?! Jak ?!

- Skąd ty to w ogóle wiesz? – Zapytałam kuląc się na kanapie.

- Nie było dwuznaczne, jak krzyknął do mnie „do jutra”. – Oburzyła się.

- Ale to znaczy, że on… on nas do cholery nie odróżnia! Pewnie nawet nie wie, że jesteśmy dwie.- Nagle w głowie zakiełkował mi chytry plan.
_____________________________________________
*Bardzo przepraszamy, że tak długo to trwało, ale bez waszych opinii, wypowiedzi, czy nawet głupiego "lubie to", nie mamy chęci do działania. Chciałybyśmy tylko, byście wygłaszały swoje opinię, gdyż chcemy wiedzieć, w którą stronę mamy podążać w tym opo. Następny odcinek, powinien się pojawić jakoś w następnym tygodniu ^^*
  • awatar You'are amazing , just the way you are .: Nieźle. Kurna! Chcę następny! ;D Ale coś mi się wydaję , że jak zaczną się dzielić tym naszym Brunem to się zakreci trochę wszystko . :D
  • awatar So close.: Jestem bardzo ciekawa następnych akcji ;D Czy one będą się dzielic brunem? xd ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Jessie*

Bezlitosny dźwięk budzika zbudził mnie ze snu. Niechętnie zwlekłam się z łóżka, chciałam założyć moje kapcie, które zwykle leżą przy łóżku, ale dzisiaj zostały z nich tylko strzępki porozrzucane po całym pokoju. Demon ma u mnie przesrane. Weszłam do pokoju siostry i ciągnąc ją za nogę zrzuciłam z łóżka. Wymamrotała coś bez sensu, co brzmiało trochę jak „wafle w tubce” i powoli wstała. Ja w tym czasie poszłam do kuchni, nalałam psu wody i zaczęłam się szykować do pracy. Wróciłam do pokoju by się ubrać, gdy przybiegła do mnie Stella.

*Stella*

Zdawało mi się, że przyszłam do Jessie z dobrą wiadomością, że wypytuje o nią Marshall, choć tak naprawdę nie wiedziałam, jak przebiegła ich randka.

- Jessie, ten chłopak z którym byłaś na randce o Ciebie wypytuje – uśmiechnęłam się subtelnie.

- Co? Niby skąd on ma Twój numer?! – Zapytała z paniką.

- O tym akurat nie pomyślałam. – Powiedziałam drapiąc się w głowę z zastanowieniem. – To co mam mu powiedzieć?

- Nie wiem, powiedz, że mnie nie ma, zostałam porwana, wyprowadziłam się, umarłam! Zatrułam się gazem z żelazka! – krzyczała panicznie.

- Chyba niezbyt dobrze go wspominasz – uśmiechnęłam się szyderczo. – Dobra, powiem mu, że Cię nie ma. A i w drodze do pracy kupię nową kartę sim…

Obie uszykowałyśmy się do pracy i tym razem nie musiałyśmy biec, bo miałyśmy jeszcze czas. Demon niestety na kilka godzin musiał zostać sam. Jeżeli usłyszycie dźwięk karetki, pogotowia, policji to na pewno jadą do naszego domu. Może nie będzie tak tragicznie, bo schowałyśmy większość cennych rzeczy, jak ubrania czy buty. Mimo wszystko pewnie i tak coś wygrzebie i pogryzie, a następnie obsika, jak to ma w zwyczaju.

*Jessie*

Weszłyśmy do knajpy i spotkała nas mała niespodzianka, a mianowicie nasz szef zatrudnił jeszcze jedną pracowniczkę. Dziewczyna miała na imię Carmen i była od nas młodsza o rok. Nawet świetnie się składa, teraz ja i Stella będziemy mogły obsługiwać klientów. Podeszłam do stolika, gdzie siedział chłopak w kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych. Jego słodki uśmiech wręcz hipnotyzował. Gość złożył zamówienie i jak wracałam do niego z zamówionym szejkiem, zagapiłam się na niego, czego skutkiem było rozlanie na niego napoju. Jeszcze chwilę się na niego patrzyłam, ale gdy zdałam sobie sprawę, że on obdarzył mnie pogodnym uśmiechem, speszyłam się, przeprosiłam i pobiegłam do kuchni po serwetki. Kiedy wbiegłam do pomieszczenia, pierwsze co zrobiłam to oparłam się o ścianę i odetchnęłam. Jeszcze przez chwilę miałam przed oczami jego oszałamiający uśmiech. Po chwili weszła Stella i walnęła mnie z liścia w twarz.

- Czemu ty mi to kurwa zrobiłaś?! – Krzyknęłam na siostrę, która chichotała.

- Bo już dziesięć minut cię wołam. Wolałaś to czy może miałam cię oblać szejkiem tak jak ty to zrobiłaś z tamtym kolesiem? – Stella nadal chichotała, a ja miałam ochotę odwdzięczyć się jej i obdarzyć ją czułym plaskaczem w twarz.

- Po prostu się na niego zagapiłam, ciągle mam dziwne wrażenie, że skądś go kojarzę, tylko nie może mi przyjść do głowy skąd. – Patrzyłam w przestrzeń, próbując przypomnieć sobie gdzie go spotkałam, ale ni chuja, coś dzwoniło, choć nie w tym kościele.

- To ja mu się przyjrzę. – Stella zgarnęła ręcznik wiszący na kuchence i wyszła z kuchni.

*Stella*

Żwawym krokiem podeszłam do stolika nieznajomego, bo trochę już tu siedział cały oblany, a nie chciałabym, aby szef to zobaczył i miał jakieś wąty. Gość uśmiechnął się, kiedy zobaczył, że przybywam mu „z pomocą”. Dałam mu ręcznik, aby się wytarł, a sama serwetką zaczęłam wycierać stół.

- Widzę, że bardzo niezdarną macie tu obsługę. – Nie powiedział tego z pogardą, lecz ze śmiechem w głosie.

- Może trochę, ale mnie się nie czepiaj. – Odpowiedziałam mu obdarzając go równie miłym uśmiechem.

- Jak to mam się Ciebie nie czepiać, to Ty wylałaś na mnie szejka, mam teraz połowę spodni różowych. – Jego chichot doprowadzał mnie do pozytywnego szału.

- A…no tak, to ja zaraz przyniosę zamówienie. – Rzekłam i prawie biegiem rzuciłam się w stronę kuchni.

Nie chciało mi się już tłumaczyć wszystkiego, bo nagle mnie olśniło, z czym chciałam podzielić się z bliźniaczką.

- TO TA NIEZŁA DUPA! – Wydarłam się, wbiegając do kuchni…w której nie było Jessie. Stał tam Jeff Jefferson, nasz szef. – Eee…gdzie jest Jessie? – Zapytałam cała czerwona ze wstydu, starając się uniknąć rozbawionego wzroku szefa.

- Poszła do toalety, jak wróci będziesz mogła się podzielić się z nią swoimi „nowinkami”. – Zaśmiał się głośno i minął mnie wychodząc z kuchni.

Cholera jasna, że też akurat tam musiał być teraz nasz szef! Już lepiej by było jakbym się tak wydarła w pustej kuchni, lub jakby była tam Carmen, ale Jeff…
Poczekałam na Jessie, która z uśmiechem na ustach wkroczyła do kuchni.

- Dziewczyno, słyszałam Cię nawet w kiblu! – Powiedziała wycierając dłonie w ręcznik.

- Poznaję tego chłopaka, to ta niezła dupa, co wtedy jak tam szłyśmy! – Rzekłam zniecierpliwiona tym, że Jessie widocznie nie pojmowała, o kogo chodzi.

- Ale ten skąd, kiedy?

- No ten wtedy wiesz!

- Aaa ten wtedy wtedy! Już wiem! To ten którego miałam poderwać, ale ty mi na to nie pozwoliłaś, bo bałaś się, że jak mi się uda, to będę żyła długo i szczęśliwie z dwójką dzieci, a ty zostaniesz starą panną, która będzie mieszkać z dziesięcioma kotami i pralką, którą nazwiesz Johnny weźmiesz z nim ślub i będziecie mieli skarpetkowe dzieci. – Wydusiła z siebie na jednym oddechu Jessie.

- Czego Ty się naćpałaś? – Zapytałam uważnie jej się przyglądając.

- Nie wiem, szef nigdy nie mówił skąd bierze mąkę. – Odpowiedziała podejrzanie spoglądając na ciasto.

*Jessie*

Chwilę jeszcze stałam ze Stellą, gdy zdałam sobie sprawę, że ten chłopak od ponad pół godziny nie dostał zamówienia. Ciekawe czy przeklina nas w myślach i zastanawia się ile można robić jednego szejka? Dziwi mnie, że jeszcze nie wyszedł. Zaniosłam mu zamówienie i szybko wróciłam do siostry unikając jego spojrzenia. Razem z bliźniaczką wpatrywałyśmy się w niego zza lustra weneckiego. Wiecie, żeby nie czuł się speszony, że jakieś dwie idiotki wpatrują się w niego z uwielbieniem jak małpa na banana. Niestety „nasz banan” musiał w końcu opuścić lokal, co oczywiście nas zdołowało. Chyba się zauroczyłyśmy… najgorsze jest to, że obie w jednej osobie. Coś mi się widzi, że dopiero teraz zacznie się piekło.
______________________________________
*Czy nam się zdaje, czy nasze odcinki są coraz, no nie wiem…. Bardziej pojebane? To jak wam się podobają nasze wypociny nr.2? Postaramy się jak najszybciej dodać kolejny odcinek, bo kolejne porąbane pomysły rozsadzają nam czaszki i po prostu musimy się tym z wami podzielić ^^*
  • awatar So close.: Nie no, genialny pomysł z bliźniaczkami :D A dialogi są świetne!
  • awatar Gość: Dawaj szybko nastepny paskudo :D
  • awatar Gość: fajnie. mam nadzieje ze odcinki będą częściej bo ja juz prawie zapominałam co było w pierwszym :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

storyaboutcrazytwins
 
thesexydragon
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
*Wiemy, że się trochę pośpieszyłyśmy, ale wręcz nie mogłyśmy się powstrzymać by tego nie dodać ^^ Mamy nadzieję, że wam się spodoba. Miłego czytania *
_____________________________________________
*Jessie*

Cała historia zaczęła się gdy dosyć wstawione wracałyśmy z imprezy. Godzina pierwsza w nocy, ciepły wiatr rozwiewał włosy, a ja i Stella chwiejnym krokiem, podśpiewując durne piosenki, próbowałyśmy sobie przypomnieć w którą stronę do domu. Noc jak noc, nic szczególnego, prócz faktu, że były wyjątkowe tłoki. Nocną ciemność przebijały tylko stłumione światła lamp. W L.A. o tej porze rzadko bywają takie tłumy. Co rusz obijałyśmy się o różne nieożywione przedmioty, próbując utrzymać się na własnych nogach, co dość kiepsko nam wychodziło. Nie wiem czy to przez alkohol płynący w mych żyłach, ale zaczęłam widzieć niesamowite rzeczy. Mianowicie niewysokiego chłopaka o czarnych loczkach, z ciemniejszą karnacją idącego po drugiej stronie jezdni.

- Niezła dupa. - Wyszeptała Stella ledwo trzymając się na nogach, a jej wzrok podążał za nieznanym chłopakiem.

- Siora, jakbyś czytała w moich myślach. - Powiedziałam subtelnie nadgryzając dolną wargę i intensywnie wpatrując się w jegomościa. - Schrupałabym.

- No to podbijam do niego. - Na twarzy Stelli pojawił się pewny siebie uśmieszek.

- Stella chyba masz gorączkę, bo to ja idę na podryw. - Złapałam siostrę za ramię i z impetem przyciągnęłam ją do siebie.

- Chyba cię pojebało, to ja go pierwsza zobaczyłam. - Oburzyła się siostra.

Tu zaczęła się jedna z naszych wielu kłótni, wolę jej nie przytaczać, bo uznacie nas za dziwne. Ale wyszło na to, że koleś nie wiedząc o naszym istnieniu poszedł dalej, a my zdołowane tym faktem, zrezygnowane wciąż szukałyśmy drogi do domu.

*Stella*

Obudził mnie budzik ustawiony na siódmą rano. Nie był on ustawiony przypadkowo - miał obudzić mnie i Jessie do pracy. Na początku chciałam go zignorować, ale ten denerwujący, wyjący dźwięk spowodował, że już trzeci budzik (w tym tygodniu, a dzisiaj środa) wylądował za oknem. I nie wydaje Wam się, na imprezie byłyśmy w dzień powszedni, kiedy na drugi dzień miałyśmy robotę. To dla nas normalka. Mimo wyrzuconego budzika jakoś wstałam i udałam się do drugiego pokoju, aby zrzucić siostrę z łóżka. Miałyśmy niezłego kaca, ale to nie pierwszy raz idziemy w takim stanie do pracy. Szybko się jako tako ogarnęłyśmy i starałyśmy się nie wyglądać na zkacowane, co opanowałyśmy do perfekcji. Praktycznie biegiem dostałyśmy się do małej knajpki, która znajdowała się jedynie dwie przecznice dalej. Nasz szef nie należy do najchudszych i najprzyzwoitszych, ale za to mamy wysoką pensję (nie, to nie to co macie na myśli!).
Dosyć lubimy tę pracę, zwłaszcza, że często przybywa tutaj mnóstwo ciach. Dzisiaj ja stanęłam za kasą i mogłam jedynie z dystansu obserwować chłopców, a szczęśliwa Jessie z radością zbierała od nich zamówienia posyłając im zalotne uśmiechy i spojrzenia. Chyba zdążyliście zauważyć, że jesteśmy ogromnymi flirciarami prawda?
Znowu nieco posprzeczałam się z siostrą koniecznie chcąc zamienić się z nią choć na 15 minut, ale ona kategorycznie odmawiała. Na szczęście jutro była moja kolej.

*Jessie*

Strój w którym pracowałam przyciągał uwagę wielu mężczyzn, ale mi to ani trochę nie przeszkadzało. Jak już wspomniała moja "ukochana" siostrzyczka, nasz szef jest trochę nieprzyzwoity, przez co nasze pracownicze stroje są nieco skąpe. Pewnie znajdą się ludzie którym to przeszkadza, ale mi to jakoś wisi. Do tej knajpki nie przychodzi zbyt dużo kobiet, ale to raczej atuty tego miejsca. Odbierając zamówienie od przystojniaka siedzącego pod oknem przy okazji dałam mu swój numer. Pewnie koniec z końcem okaże się, że albo jest psychopatą, albo ma dziewczynę, jest maminsynkiem, lub śmieje się chrumkając jak świnia, ale jako chłopak na raz może być fajny.
Praca tego dnia minęła wyjątkowo szybko. Wróciłam do domu i zaczęłam szykować się na randkę z owym chłopakiem, któremu dałam numer, a Stella wyszła z domu bez słowa.
O osiemnastej wyszłam z domu, z nadzieją, że Marshall (już za samo imię ma minus) okaże się warty uwagi. Udałam się do trzygwiazdkowej restauracji przy zacisznej uliczce. W pomieszczeniu już czekał na mnie Marshall, już jak go zobaczyłam miałam ochotę uciec w popłochu. Wyobraźcie sobie dwudziesto coś letniego przystojniaka w szelkach i czerwonym golfie, gdy na dworze trzydzieści trzy stopnie w cieniu. Zaniepokojona usiadłam naprzeciwko niego. Kiedy zapytałam się go o wiek, myślałam, że padnę tam trupem, okazało się, że ma trzydzieści dwa lata. Po chwili zadzwonił jego telefon, przeprosił i odebrał.

- Hej mamusiu... tak wziąłem szelki i golfik, mam też rękawiczki, gdyby było jeszcze zimniej... - Przez myśli przeszło mi, żeby wbić sobie nóż leżący przy moim talerzu prosto w serce. - A siedzę sobie z nowo poznaną koleżanką... nie, nie jest lepsza od ciebie mamusiu, nawet tak nie żartuj... to papatki mamcik tęsknie, całuski... tak wrócę na noc, przyszykuj mi kąpiel z bąbelkami i niech nie zabraknie mojej kaczuszki, Różyczki.-Rozłączył się, a ja zapragnęłam być gdzieś daleko stąd, już wolałabym przerzucać nawóz na jakimś pastwisku. Może teraz będzie lepiej...

- Jakie masz hobby? - Zapytałam z nadzieją na choć w małym stopniu normalną odpowiedź.

- Ujeżdżam antylopy. - No i stało się, Marshall zachrumkał jak dziki warchlak ucieszony na widok pełnego koryta. - Żartowałem, kto normalny ujeżdża antylopy. - I znów ten świński śmiech. - Przecież lamy są lepsze. - Już wiem, że wolę z nim rozmawiać o pogrzebach.

Chcąc uniknąć dalszej, żenującej randki z Marshallem, pod pretekstem, że zostawiłam żelazko na gazie, po prostu uciekłam. Zaszłam do pierwszego lepszego kiosku, by zakupić nową kartę sim (strach, że chciałby znów się ze mną spotkać, byłby przytłaczający). Jak najszybciej wróciłam do domu, Stelli nadal nie było.

*Stella*

Zapomniałam powiedzieć Jessie gdzie idę, ale ona pewnie była zajęta randką, więc nawet nie zwróciła uwagi, że mnie nie ma. Wyszłam tylko na spacer do pobliskiego parku, podokarmiać wiewiórki, chociaż i tak większość orzeszków zeżarłam sama. Co rude, to wredne, niech na wiele nie liczą. Kiedy wracałam do domu czułam, jakby coś się za mną kręciło i obserwowało mnie i na pewno nie był to człowiek. Nie odwracając się za siebie po prostu przyśpieszyłam kroku i wpadłam jak najszybciej do domu, gdzie już była Jessie.

- Jak było na randce? - Zagadnęłam ją w wejściu.

- Lepiej nie pytaj, nigdy więcej, a i mam nowy numer. - Uśmiechnęła się, pogodnie na mnie spoglądając. - Zajebisty pies, czyj? - Zapytała, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę.

- Urojenia masz? Jaki pies? - Zapytałam zdziwiona.

- No ten - wskazała palcem na moje nogi.

Podążyłam wzrokiem w miejsce, które wskazała siostra i ujrzałam małego, rozradowanego szczeniaczka rasy husky.

- Aaa, wiedziałam kurwa, że ktoś mnie śledził! - Wrzasnęłam do psa. - Czułam twoją obecność demonie. - Zmierzyłam go przenikliwym wzrokiem.

- To teraz będziemy poczciwymi obywatelkami tego miasta i rozwiesimy ogłoszenia, że znalazłyśmy psa. - Po tych słowach obie wybuchłyśmy śmiechem. - Więc trzeba znaleźć temu demonowi jakieś miejsce do spania. - Powiedziała Jessie uważnie przyglądając się psu, który najwidoczniej próbował nasikać na stół.

Przeszkodziłyśmy mu w tym niecnym zamiarze. Skoczyłyśmy do zoologicznego kupić mu miski, suchą i mokrą karmę oraz smycz i niewielkie legowisko. Trochę zaszalałyśmy, jakby miał tutaj zostać na stałe, ale znając Jessie - zostanie.
Pies bardzo szybko się zadomowił, głównie dlatego, że obsikał już prawie wszystko w naszym mieszkaniu. Jessie oczywiście wyjaśniała, że on tylko znaczy teren, ale ja miałam drobny defekt do tego psiaka, kiedy nasikał na moje ulubione buty. Mały demon.

- To może wymyślimy dla niego jakieś przyzwoite imię? - Zapytała Jessie drapiąc szczeniaka za uchem.

Wymieniłyśmy już ponad pięćdziesiąt imion, a on stale reagował tylko na jedno, proste słowo - Demon. I tak oto nasz słodki szczeniaczek stał się Demonem tego domu. Jego imię świetnie odzwierciedla charakter, głównie dlatego, że jest tu tylko parę godzin, a zdążył osikać cały dom i podrzeć pościel Jessie, którą oczywiście po rozdarciu obsikał. Chyba szykują się dosyć...częste spacery. Ten pies raczej nie pozwoli nam żyć normalnie.
___________________________________
*Bardzo nam zależy byście wygłosiły swoje opinie, byśmy wiedziały w którą stronę zmierzać z tym opowiadaniem *
*EDIT: Czy domyślacie się już która jest którą bliźniaczką ? *
  • awatar Gość: Dobra, nie wiem po co to czytałam, ale jest zajebiste :D Jakby ktoś pytał ja wgl was nie znam ;)
  • awatar ♡ Killa on The Run ♡: "A siedzę sobie z nowo poznaną koleżanką... nie, nie jest lepsza od ciebie mamusiu, nawet tak nie żartuj... to papatki mamcik tęsknie, całuski" Nie no,to jest najlepsze ,nie wymyśliłabym, niczego lepszego. :D A tak w ogóle to jest najbardziej zwariowane i wciągające opowiadanie jakie czytałam . :D
  • awatar Press Your Body, On My Body: omg padłam! no padłam przy tej rozmowie jak Marshall gadał z mamą ! zajebiste xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Postanowiłyśmy założyć wspólne opowiadanie (@brunorules & @brunova) Nie wiemy czy to wypali, ale raz kozie śmierć nieprawdaż?
Mamy chęci, pomysły i stanowczo za dużo wolnego czasu xD
Odcinki nie będą pojawiać się bóg wie jak często, bo ja (@brunorules) jeszcze piszę swoje i to będzie pisane raczej w przerwach między weną tamtego xD ale postaram się pisać jak najczęściej tu i tu ^^ Spróbujemy nasze długie nieobecności nadrabiać długością odcinka.

To teraz krótkie przedstawienie bohaterek (z ich perspektywy).

***

Hej! Jestem Jessie Gonzalez, nie wiem czy chcecie, ale i tak się przedstawię. Jestem porąbaną optymistką, trochę lekkomyślną, bez pohamowań, ale za to mnie pokochacie. Uwielbiam sport, muzykę i szkic. Pewnie zastanawiacie się jak wyglądam? A więc jestem wysoka jak na kobietę, mam zielone oczy i burzę długich, jasnobrązowych włosów. Mam trochę ciemniejszą karnację, ale to dlatego że jestem pół na pół Hiszpanką i Brazylijką. Oczywiście mam siostrzyczkę bliźniaczkę, jest taka sama jak ja, tylko trochę brzydsza.
Ej! To nieprawda. Tylko ty tak sądzisz! Ale mniejsza z tym, pozwólcie, że się przedstawię. Mam na imię Stella, nazwisko już znacie. Jeśli chodzi o charakter jestem bardzo podobna do siostry, lecz zamiast fascynowania się szkicem jak ona, wolę taniec i gotowanie. Dlatego Jessie często wkręca mnie w robienie obiadów...
Jeśli chodzi o nas to by było na tyle, więcej dowiecie się podczas czytania naszej zwariowanej historii, która zaczęła się latem 2010 roku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›